|
Przedstawione tu z pominięciem aparatu
naukowego (przypisy) informacje są kompilacją ustaleń poczynionych przez
archeologów i etnografów. Oczywiście ustalenia te, z powodu ich
nieuporządkowanego ogromu, zostały okrojone do niezbędnego minimum.
Wszystkie przesłanki wskazują, że,
podobnie jak dziś, średniowieczni garncarze używali glin występujących w
najbliższej okolicy swych pracowni. Na obszarze współczesnej Polski (zwłaszcza w
centrum i na północy kraju) najpowszechniejsze są gliny żelaziste, po wypaleniu
nadające wyrobom kolor pomarańczowy lub jemu bliski, innym (występującym głównie
w dzielnicach południowych) rodzajem surowca są kaolinowe gliny białe. Pomijając
jednak wszelkie zawiłości geologiczne, najważniejszy z punktu widzenia garncarza
jest podział na gliny tłuste i chude.
Gliny tłuste, o niewielkiej zawartości
domieszki nieplastycznej np. piasku, są bardziej podatne na modelowanie, a ścianki
wykonanych z nich naczyń po wypaleniu mają bardziej zwartą strukturę, dzięki czemu są
mniej nasiąkliwe. Niestety wyroby z tego surowca częściej pękają podczas
wypalania, jak również w codziennym użyciu są wrażliwsze na uszkodzenia i
temperaturę. Surowiec tego rodzaju bardzo łatwo schudzić przez dodanie piasku
lub tłucznia.
Gliny chude o znacznej ilości domieszki są
mniej plastyczne i bardziej porowate, jednak znakomicie nadają się na tzw.
naczynia kuchenne, będące w ciągłym kontakcie z ogniem i narażone na częsty
bezpośredni kontakt z otoczeniem.
Badania archeologiczne dowiodły, że
niektóre naczynia wykonywano z masy
garncarskiej, w której domieszka schudzająca stanowiła 60%, w innych zaś tylko około 4%
(co nie pozwala stwierdzić czy dodał ją garncarz czy natura). Wspomniany
wcześniej tłuczeń w interesującym nas okresie (XIII-XVI w.) był już przeżytkiem i rzadko
występuje w znaleziskach jako jedyna domieszka, częściej można go spotkać w połączeniu z piaskiem.
Proces przemiany "błota" w ceramikę
przebiega mniej więcej tak:
1. Po wydobyciu z naturalnego złoża glina
powinna leżakować (w kopcu lub dole) przez około rok, tak, by pod wpływem
warunków atmosferycznych poszczególne grudy i grudki surowca zmieniły się we w
miarę jednolitą masę. Jeśli surowiec jest zbyt chudy, należy dodać do niego
pochodzącej z innego źródła gliny tłustej.
2. Wyrobioną wstępnie przez siły przyrody
glinę należy zbić w bryły i... następnie rozdrobnić. Czynność ta pozwala
usunąć zanieczyszczenia takie, jak grudki margla, kamienie czy korzenie.
Wspomniany tu margiel jest najniebezpieczniejszym wtrętem, ponieważ przy
wypalaniu powoduje pękanie wyrobów lub tworzenie się łuskowatych odprysków
(ryc.1).
Wracając do przygotowania gliny, rozdrobniony i oczyszczony surowiec należy
ugnieść podobnie jak ciasto, pamiętając o dodawaniu wody. Tak wyrobioną masę
trzeba podzielić na klusy - jak mieszczące się w dwu dłoniach, lekko
wrzecionowate bryły gliny nazywają garncarze ludowi. Masa garncarska, gotowa do
nadania jej pożądanej formy nie powinna przyklejać się do rąk.
ryc.1
W interesującym nas okresie wszystkie
opisane czynności wykonywano na kole sponowym, najbardziej rozpowszechnionym
między połową XIII i początkiem XVI wieku. Jak łatwo zaobserwować na rycinach z epoki i
poniższym schemacie, tarcza koła opierała
się na sztywnej osi i była połączona z kołem napędowym za pomocą pionowych
listew (spon). Przypuszcza się, że im więcej spon łączyło oba krążki koła, tym
cała konstrukcja była sztywniejsza (ryc. 2).

ryc. 2

Niestety posługuję się mocno uwspółcześnionym
czterosponowym kołem garncarskim, które, w przeciwieństwie do kopii zbudowanej na podstawie rycin, nie rozpada się podczas pracy - tradycyjne stolarstwo to nie lada sztuka!
Proces wykonywania
naczynia metodą taśmowo-ślizgową najczytelniej można
zaprezentować jedynie na przykładzie, ilustrowanym dużą ilością
zdjęć, uzupełnionych ograniczonym do minimum komentarzem (ryc.
3). Opisując ów proces pomijam sposoby
ułożenia rąk i palców podczas jego wyklejania. Uważam, iż owe sposoby wynikają ze zdolności oraz przyzwyczajeń i są indywidualną sprawą
każdego garncarza, co, pomimo ogólnych trendów, jednoznacznie przekłada się na
niepowtarzalność wyrobów z różnych pracowni.
ryc.3
|
| Do wyklejenia naczynia techniką
powszechnie stosowaną pomiędzy XIII a XVI wiekiem używam następujących
narzędzi: koło, wyjątkowo łatwy do szybkiego spreparowania gładzik
(płaska i ewentualnie ścięta z jednego końca "deseczka"), elastyczny i
zaostrzony cienki "patyczek" oraz radełko do wykonania ornamentu.
|
|
|
| Formuję z gliny kulę i przyklejam ją
na środku tarczy koła. |
|
|
| Spłaszczam kulę tak, by utworzyła w
miarę symetryczny "placek", którego grubość jest większa o około połowę
od grubości dna przyszłego naczynia. |
|
|
|
| Wprawiając koło w ruch zwilżam
powierzchnię "placka" wodą i wyrównuję ją gładzikiem. |
|
|
| Zaznaczam średnicę dna i odcinam
nadmiar gliny. Powstały w ten sposób krążek jest solidnie przytwierdzony
do koła garncarskiego i co najważniejsze jest z nim idealnie
współosiowy. |
|
|
| Przesuwając glinę ze środka krążka,
spiętrzam ją na jego krawędzi, formując w ten sposób zaczątek ścian
naczynia tak, by powstała mała miseczka (na tym etapie jest ona nieco
nieforemna). |
|
|
|
| Wprawiając koło w ruch obtaczam
wyklejoną już część naczynia (uprzednio zwilżoną niewielką ilością wody)
. Grubość ścianek uzależniam od wielkości naczynia, pamiętając jednak,
że w miarę wyciągania go ku górze należy ową grubość zmniejszać. |
|
|
| Tu dla przyspieszenia pominę 2
niczym się nie różniące etapy i opiszę... identyczny z nimi etap 3.
Taśmę gliny przyklejam do już istniejącej części ścianki. Z racji, że
na tym etapie naczynie rozchyla się na zewnątrz, taśmę przyklejam od
zewnątrz. |
|
|
| Zagładzam miejsce łączenia na
zewnętrznej stronie naczynia. |
|
|
|
| Zagładzam miejsce łączenia wewnątrz
naczynia. Tu należy pamiętać, by wykonać tą operację wyjątkowo
starannie, ponieważ kiepskie zagładzenie powoduje przeciekanie gotowego
naczynia, nawet jeśli gołym okiem nie widać niedoskonałości.
|
|
|
| Obtaczam przyklejoną na tym etapie
taśmę. Niestety operacja ta nie zapobiega niebezpieczeństwu opisanemu w
punkcie 9. |
|
|
| Kolejne etapy są identyczne z
opisanym powyżej, jednak przy zwężaniu naczynia, taśmy przyklejam od
wewnątrz. |
|
|
|
| Po zagładzeniu, obtoczeniu i
zwilżeniu wodą pomagam sobie gładzikiem przy wyrównywaniu powierzchni.
|
|
|
| Przystępuję do powolnego rozchylania
przyszłego wylewu.
|
|
|
| Wylew należy rozchylać wyjątkowo
delikatnie, pamiętająć o zwilżaniu go wodą, poniewarz nadmiar siły i
niedostatek wody spowoduję rozerwanie krawędzi naczynia. |
|
|
|
| Po uzyskaniu wysokości nieco
większej od pożądanej odcinam zaostrzonym patyczkiem nadmiar wysokości
wraz z nierówną krawędzią. |
|
|
| Rozchylam prosty już wylew do
żądanej średnicy. |
|
|
| Gładzikiem podcinam szyjkę naczynia,
dzięki czemu uzyskuję tak charakterystyczny dla tego okresu okap. |
|
|
|
| Dokonuję poprawek w ukształtowaniu
wylewu, nadając mu tym samym ostateczny wygląd. |
|
|
| Radełkiem wykonuję ornament.
Radełka, w zależności od zapisanego na nich motywu, mogą mieć różne
średnice. Tu narzędzie do odbijania prostego motywu, przez co jego
średnica wynosi około 1 cm. |
|
|
| Wstępnie formuję taśmę z której
wykonam ucho dzbana. |
|
|
|
| Przygotowaną wcześniej część
przyklejam do czerepu. Początkowo tylko ją "fastryguję". |
|
|
| Zaczynam dokładnie przyklejać i
nadaję mu ostateczną formę. Stosuję tu metodę identyczną jak przy
zagładzaniu połączeń taśm. |
|
|
| Odcinam naczynie i pozostawiam je do
całkowitego wyschnięcia. |
|
UWAGA! Przed
wykonaniem ornamentu, a przede wszystkim przyklejeniem ucha
należy odczekać chwilę, by czerep nieco przesechł. O ile
niestaranne wykonanie ornamentu wpłynie co najwyżej na estetykę
wyrobu, to niestaranne przyklejenie ucha doprowadzi do jego "odpęknięcia"
lub nawet oderwania przy pierwszym podnoszeniu pełnego naczynia,
lub już podczas wypału. Pomiędzy uchem a ścianką czerepu
powinna być możliwie najmniejsza szczelina - teoretycznie nie
powinno jej tam być wcale! (ryc.4).
ryc.4
Po zakończeniu tych
czynności odcina się (jeśli dno jest przyklejone bezpośrednio do
krążka) lub odkleja (jeśli między dnem, a krążkiem znajduje się
warstwa piasku, tłucznia lub rzadziej popiołu, tzw. podsypka)
wyrób od koła i pozostawia do całkowitego wyschnięcia.
Wyschnięte naczynia wypala się w
opalanych drewnem piecach z pionowym ciągiem ognia. Pierwszy, trwający około 5
godzin, etap wypału to powolne rozgrzewanie i tym samym osuszanie pieca.
Następnie, również przez około 5 godzin należy stopniowo podnosić temperaturę,
pamiętając o umiarze, gdyż zbyt szybki przyrost temperatury może doprowadzić do
pękania znajdujących się wewnątrz wyrobów. Kolejny etap to, trwające około 3-5
godzin, wygrzewanie w temperaturze szczytowej. Po tym stadium wypału piec zaczyna
powoli stygnąć. Naczynia można wyjąć z pieca dopiero po jego całkowitym
wystygnięciu, w innym razie powstaną w nich naprężenia, a w efekcie pęknięcia.
Określona laboratoryjnie maksymalna temperatura wypału ceramiki waha się między
750 a 950 st. C.
Przytoczony powyżej opis jest
sposobem wypalania ceramiki w atmosferze utleniającej. Chcąc otrzymać tzw.
siwaki, należy powielić ten schemat, i jedynie po zakończeniu przedostatniego etapu dołożyć
grubo porąbane szczapy jakiegoś smolistego drewna, np. sośniny i szczelnie
pozamykać wszystkie otwory pieca, by ograniczyć dostęp tlenu. Wówczas, jak
twierdzi jedna grupa badaczy, w ściankach naczyń zachodzi odtlenianie żelaza, lub, jak twierdzi inna grupa naukowców (i garncarzy ludowych), "dym wnika w garnki".
ryc.5 
ryc.6 
ryc.7
Na 100% wiadomo, iż w wiekach średnich
wypału dokonywano w piecach z pionowym ciągiem ognia (ryc.5), gdzie na ruszcie
ustawiano naczynia, a ogień rozpalano w znajdującym się pod nim palenisku. Jak
widać na fotografii (ryc.6) kopułę takiego pieca można wykonać nawet z wypalonych
naczyń i uszczelnić gliną. Niektóre przekazy mówią o budowie kopuły wokół
ustawionego na ruszcie stosu garnków, przed każdym wypałem. Natomiast przedstawiony na fotografii
(ryc.7) piec to
tzw. piec z poziomym ciągiem ognia. Wiadomo, że jest on konstrukcją późniejszą od
omówionego już pieca, jednak brak jeszcze pewnych danych od kiedy dokładnie zaczęto go stosować.
Wypróbowałem już dwa rodzaje pieców: piec
z pionowym ciągiem ognia (ryc. 8) oraz piec z poziomym ciągiem ognia (ryc.
9). Palmę
pierwszeństwa muszę przyznać pierwszemu z nich, ponieważ w komorze przeznaczonej
do ustawiania wypalanych naczyń panuje w miarę jednakowa temperatura. Jedyną i
bodaj największą trudnością przy budowie takiego pieca jest ruszt, który powinien mieć formę płaskiego sklepienia, inne rozwiązania (klejenie
gliną drewnianego rusztowania, lub co gorsza zastąpienie drewna stalą)
doprowadzą po 2-3 wypałach do katastrofy. Proszę mi wierzyć, widok zawalonego
rusztu i potłuczonych naczyń jest wyjątkowo nieprzyjemny! Do budowy swoich
pieców użyłem zwykłych pełnych cegieł i świeżo wykopanej gliny, jednak tak
wykonane konstrukcje kiepsko znoszą zimy i... same wypały. Pojawiające się
pęknięcia wymagają częstych napraw, a w konsekwencji przestawienia pieca
po około 8-9 wypałach lub około roku.
ryc. 8
ryc.9
Przy zachowaniu powściągliwości wypalanie ceramiki w
atmosferze utleniającej (stosując jako opał drewno) jest sprawą zupełnie
prostą, wystarczy powoli dochodzić do maksymalnej temperatury i następnie
utrzymywać ją przez kilka godzin i w miarę dokładnie stosować się do teorii
tego zagadnienia.
ryc.10 
Temperaturę w piecu można w miarę dokładnie określić bez
żadnych super termometrów czy stożków pirometrycznych i poznać po kolorze w
nim panującym i tak:
600-650 st. C -początek żarzenia
750-790 st. C
-czerwony
880-920 st. C -ciemno wiśniowo-pomarańczowy (ryc.10)
1000 st. C
-wiśniowo-czerwony
ryc. 11
ryc.12 
Dzięki przeprowadzeniu kilku wypałów i pogawędek z
chemikami mogę śmiało powiedzieć, że
podczas wypału naczyń w atmosferze redukcyjnej (ryc.11) raczej nie zachodzą w glinie
żadne specjalnie skomplikowane procesy chemiczne, a proces zmiany barwy
należy wiązać z wnikaniem i osadzaniem się na powierzchni naczyń substancji
smolistych, powstałych podczas spalania opału (w tym przypadku drewna) przy
ograniczonym dostępie tlenu. Wypalanie siwaków wymaga przede wszystkim
dobrej znajomości pieca, którego się używa i czujności w ostatniej fazie
wypału. Początkowo wypalamy naczynia identycznie, jak podczas wypału w
atmosferze utleniającej (ryc. 12), jednak po wygrzaniu ceramiki w temperaturze
maksymalnej, przestajemy dokładać świeżego paliwa, pozwalając tym samym na
częściowe ostygnięcie pieca i zmniejszenie objętości opału w palenisku.
Następnie dokładamy grubo rąbane drewno, ograniczamy dopływ tlenu i
przysłaniamy komin. Regulacje te wymagają ciągłej uwagi, ponieważ zbyt mały
przepływ powietrza przez palenisko doprowadzi do zgaszenia pieca, a zbyt
duży - do powstania żaru, który wypali cząstki smoliste. Zazwyczaj takie
"wędzenie" trwa około 16 godzin. Dodatkowym problemem jest
zjawisko suchej destylacji, pojawiające się kiedy zbyt wcześnie i zbyt
szczelnie zamknie się dopływ powietrza do pieca. Zjawisko to powoduje
pokrycie wyrobów warstwą tłustej smolistej substancji, wyjątkowo trudnej do
usunięcia. W takim przypadku jedynym sposobem pozbycia się owej mazi jest
ponowne wypalenie naczyń, jednak należy się wówczas liczyć ze zniszczeniem
części z nich.
Niestety należy się pogodzić z nasiąkaniem ceramiki i
dotyczy to, zarówno ceramiki wypalonej w atmosferze utleniającej (tzw.
pomarańczowej), jak i tej nazywanej siwą, choć w drugim przypadku wniknięcie
w ścianki substancji smolistych nieco ogranicza ten problem. Porównując
naczynia, które wykonałem własnoręcznie z wyrobami będącymi dziełem
współczesnych garncarzy ludowych, stwierdzam, że nasiąkają tak samo.
Ścianki nieglazurowanych naczyń glinianych
są porowate, czego efektem jest ich nasiąkanie, a po pewnym czasie
przeciekanie (kontakt z wodą spowoduje wzrost ich masy nawet
o 15%) . Jedynym sposobem zapobieżenia temu zjawisku jest wypełnienie
pustych przestrzeni w ściankach naczynia substancją odporną na wilgoć.
Najlepiej do tego celu nadają się tłuszcze, które pod wpływem temperatury
zwiększają swoją objętość, stając się tym samym bardzo penetrujące, a
stygnąc tężeją, szczelnie wypełniając nawet najmniejsze pory w strukturze
wypalonej gliny.
Sposoby impregnacji (do wyboru):
-
Naczynie należy napełnić do krawędzi mlekiem i
pozostawić, by mleko się zsiadło (mleko musi być niepasteryzowane !).
-
Naczynie należy napełnić w ¾, a następnie
postawić je na ogniu i gotować aż do wykipienia mleka. Kipiące mleko pozostawi
na zewnętrznych ściankach naczynia zacieki, które nadadzą mu niepowtarzalny
wygląd.
-
Naczynie należy zalać wodą
pozostałą po ugotowaniu kaszy. Zalane naczynie należy pozostawić na kilka dni,
a po upłynięciu tego czasu wylać zawartość i wyszorować piaskiem. Można
również ową kaszę gotować bezpośrednio w naczyniu, które chcemy uszczelnić.
-
Naczynie, które ma być wykorzystywane do
gotowania, zaimpregnuje się samo podczas tego procesu.
Wbrew
ogólnie panującej opinii, tak zaimpregnowane naczynia w bardzo nikłym stopniu
zachowują smak i aromat, będący wspomnieniem przygotowywanych w nich potraw.
Dbanie o czystość naczynia ogranicza się jedynie do dokładnego umycia go ciepłą,
czystą wodą, a w przypadku potrzeby usunięcia pozostałości potraw przypalonych
(przywar) wystarczy wyszorować wnętrze piaskiem, popiołem lub ich mieszaniną. ...
cóż, średniowiecze nie było szczególnie higieniczną epoką w dziejach ludzkości.
Niestety po dłuższym nieużywaniu proces impregnacji należy powtórzyć.
Podczas
przyrządzania potraw w naczyniach glinianych należy jedynie
pamiętać, iż bardzo długo wytracają temperaturę i kipienie
(ryc. 13,14) jest bardzo częstym
wypadkiem, a "przypalanie" jest główną cechą potraw
w nich gotowanych lub smażonych (oczywiście w miarę nabierania
wprawy potrawy stają się coraz smaczniejsze).
ryc.13

ryc.14

Jedynym w pełni skutecznym sposobem, by zaradzić
nasiąkliwości jest
pokrycie ścianek naczyń szkliwem. Chcąc uzyskać szkliwo (mówię tu o głównym
sposobie praktykowanym przez garncarzy ludowych) należy rozetrzeć na
proch przetopiony wcześniej ołów, a następnie uzyskanym proszkiem posypać
naczynie, którego czerep uprzednio trzeba pokryć jakąś kleistą substancją np.
klejem owsianym. Tak otrzymujemy szkliwo bezbarwne. Chcąc nadać mu
najpopularniejszy w średniowieczu kolor - czyli zielony/oliwkowy niezbędne jest
dodanie niewielkiej ilości tlenku miedzi. Wówczas jednak należy zmieszać w
odpowiednich proporcjach ołów, tlenek miedzi i sproszkowaną glinę, tak by
powstała zawiesina o konsystencji śmietany.
Niestety sam proces produkcji
szkliw literatura fachowa traktuje dość powierzchownie, a większość wiadomości
to spisane przez etnologów opowieści garncarzy ludowych. U schyłku średniowiecza
pokrywanie wyrobów glinianych szkliwami ołowiowymi musiało być powszechne, skoro
ołów był dobrem, który garncarze zapisywali w testamentach swym następcom, a w wykazach
komór celnych widniał bardzo często, bądź jako czysty metal, bądź jako składnik
gotowych już szkliw.
Szkliwa jakie udało mi się uzyskać "od podstaw" są mętne,
miejscami matowe i chropowate (ryc.15).
Dodatkowym problemem jest sam skład szkliw, których głównym składnikiem jest
ołów, metal wyjątkowo ciężko znoszony przez organizm człowieka, a zwłaszcza
współczesnego człowieka. Tu muszę przyznać się do oszustwa, gdyż część moich
naczyń pokryłem współczesnym (podobno bezołowiowym) szkliwem i wypaliłem w
piecu elektrycznym, ale to żadna satysfakcja.
ryc.15
Wykonanie replik naczynia wydaje się proste,
jednak proszę mi wierzyć, takie nie jest. W pierwszym okresie pracy wyroby charakteryzują
się dość dalekim podobieństwem do oryginałów, jednak w miarę nabywania
doświadczenia ich wygląd coraz bardziej odpowiada wybranemu
wzorcowi (ryc. 16). Najłatwiej wykleja się hipotetyczne naczynia będące kompilacją
wzorów z epoki.
oryginał

ryc.16
2006
2007
2008

Cóż... "ora et labora".
|